epka twigs

będzie małe nadrobienie zaległości. pierwszy punkt to epka enigmatycznego tworu o nazwie twigs, za którym rzekomo stoi ta dziewczyna powyżej. epka ukazała się dokładnie jedenaście dni temu, ma cztery utwory, do każdego z nich nakręcono po mocno zakręconym teledysku, do odsłuchu jest tutaj, a do kupienia na czarnym pvc tu. słuchając choćby takiego weak spot mam wrażenie, że ta desperacka muzyka z pogranicza elektroniki i r’n’b sięgnęła w tym wypadku krańcowych stref mroku i bardziej prześladującą już być nie może. ale kto wie co nas jeszcze czeka…

stream: roc marciano – reloaded

celowo wyciąłem ten kawałek. to chłodne spojrzenie z fragmentu okładki powyżej nie jest bez znaczenia. roc marciano rapuje bez emocji, zupełnie jakby składanie kolejnych morderczo celnych wersów przychodziło mu zupełnie bez wysiłku.   w połączeniu z intuicyjnym wyborem bitów tworzących świetny klimat – reloaded wstrzeliło się w czołówkę tegorocznych rapowych płyt. nie jest to wprawdzie krążek na stream, jednorazowy odsłuch, to raczej album, który wsiąka dopiero po kilku dokładniejszych sesjach, niemniej jestem zdania, że uników robić nie należy – i z przekonaniem kliknąć między lufę a oko. no i proszę też zerknąć na popkiller.pl, gdzie nieco więcej słów o reloaded napisał yours truly.  

S O H N

zadziwiają mnie ci nowi śpiewający producenci tym, ile ognia potrafią wykrzesać z bezdusznych maszyn. zawieszony między wiedniem i londynem sohn równie dobrze mógłby być pilotem linii lotnicznych na trasie montreal – londyn, bo brzmi dokładnie jak odległe połączenie abela z jamesem blake z międzylądowaniem w berlinie. cóż mogę dodać, podoba mi się wystarczająco, bym odesłał na soundcloud tego pana, gdzie jego pięć kompozycji można sobie przesłuchać; ewentualnie na jego stronę, skąd można dwa z tych pięciu utworów sobie za darmo pobrać. winylowym kolekcjonerom powinien jednak wystarczyć link do tej trzy-utworowej epki. aha, remiksem lany del rey w wykonaniu sohn’a przejmować się zbytnio nie trzeba. choć sprawdzić nie zaszkodzi.

stream: sigha – living with ghost

nie będę w tym momencie udawał znawcy muzyki techno/house; rzadko kiedy bowiem mnie płyt z tego gatunku zatrzymują przy sobie na dłużej. niemniej od kilku lat trafia się przynajmniej raz do roku płyta, która po prostu na mnie działa. w 2010 taką płyta była black noise, panthy du prince. w roku ubiegłym, gdzieś na początku trafiłem na znakomity, wypełniony orientalnymi motywami krążek meteorology kanadyjskiego producenta  o pseudonimie frivolous. w 2012 tą płytą, jak mniemam, będzie living with ghosts brytyjczyka sighy. strasznie duszna, hipnotyzująca muzyka pełna ambientowych dźwięków, niepewności i… no właśnie, tytuł mówi chyba wszystko. odsłuch pojawi się tuż po tym jak klikniesz w którąkolwiek czuły punkt na okładce.

Czytaj dalej

nius: nowa epka mmoths

irlandczyk mmoths odpowiedzialny jest za całkiem mocno wciągający zestaw subtelnych elektronicznych bitów i czegoś tam jeszcze, co ma odrobinę duszy. robi coś dla fanów zgłodniałych brzmień w rejonie pośrednim między baths a how to dress well, od czasu do czasu wypuszczając świeże kawałki na swoim soundcloudzie, tudzież remiksując czyjś materiał –  zupełnie jak większość młodych twórców gatunku. i choć nie jest mmoths nowatorem, to trudno go bagatelizować jako kolejne carbon copy. druga już epka producenta, niezbyt wyszukanie zatytułowana diaries zagości na półkach itunes, rapidshop i być może kilku sklepów sprzedających wracające do łask winyle dopiero w marcu, ale pierwszy singiel dostaliśmy już kilka dni temu. posłuchajcie sobie…

Czytaj dalej

flume

patrząc na globus, jeszcze będąc szczylem, jak każdy chyba zastanawiałem się, czy w australii wszystko jest odwrócone do góry nogami? dziś widzę, że coś chyba musi być na rzeczy, bo oto antypodowski beatmaker działający pod pseudonimem flume wyprzedza ponoć na tamtejszych listach przebojów wszystkich innych muzyków, łącznie z one direction. debiutanki album flume’a nie prezentuje być może niczego, czego słuchacz onry lub projektów wytwórni project mooncircle, by nie znał, co najwyżej prezentując brzmienie mniej odchyłowe, a parokrotnie wręcz skłaniają się w stronę brzmień bardziej dancefoorowych (jak w sleepless, lub insane). niemniej, pogratulować sukcesu wypada. odsłuchać płytkę też możecie, na soundcloudzie producenta lub w reszcie wpisu.

 

Czytaj dalej

nowy album stumbleine

nie wiem czy to przeznaczenie, czy przypadek. ale zawsze gdy sprawdzam, czy brystolski producent wydał jakiś nowy materiał, okazuje się, że owszem, tak, właśnie kilka dni temu popełnił epkę/album/remiks. tym razem jest to album, debiutancki album, w końcu wydany na namacalnym nośniku. na spiderwebbed stumbleine nie pokazuje nowego oblicza, stanowczo pozostając w krainie rozmarzonych dźwięków, klikoczących bitów i ogólnego stanu shoegazowej nieświadomości. dodatkowo, dwa, lekko zmienione na okoliczność longplaya utwory, znamy już z poprzednich epek. to niekoniecznie źle, nowi słuchacze powinni być oczarowani, starzy zawiedzeni nie będą. odsłuch albumu na bandcampie , a zakup winyla lub cd odbyć można tutaj. wosk limitowany, więc nie gwarantuję, że poprzednie zdanie posta będzie jeszcze długo aktualne.