pac div

serwis hiphopdx podjął w tej niedawnej publikacji temat niemal całkowitego zaniku egzystencji hip hopowych grup. autor nie zwrócił jednak uwagi na ważny szczegół – grupy przestawały istnieć  gdy jeden z członków wyróżniał się bardziej na tle innych. powiedzmy sobie szczerze atcq to zawsze był zespół q-tipa i trzech-dwóch pomagierów (na filmie o nich widać to aż zbyt wyraźnie). mordą onyx zawsze był fredro; najbardziej rozchwytywanym członkiem little brother był 9th wonder; slum village, przynajmniej do pojawienia się elzhi, to bity j dilli i jacyś tam raperzy, etc. z drugiej strony – patrząc na te bandy, które żyły razem długo i szczęśliwie – nie da się tego samego napisać o de la soul, joungle brothers, public enemy, beastie boys, das efx, naughty by nature, u których suma pojedynczych elementów dawała więcej niż byłyby one warte przed znakiem równania. w tych właśnie przypadkach 1+1+1 < 3. z kilkoma grupami, które wypłynęły na szersze wody w ostatnim dwuleciu jest podobnie. myślę tu o clear soul forces, a.dd+, the doppelgangaz i właśnie pac div. o tych ostatnich piszę nie bez powodu – już we wtorek wpadnie do sieci ich najnowszy album, GMB. warto się przyczaić, sprawdzić single i cierpliwie czekać na całość. raperzy, którzy na okładkę wrzucają zdjęcie swojej babci zawsze będą na tym blogu propsowani.

6 responses to “pac div

  1. Z tym zanikiem grup to chyba nie do konca prawda. Bowiem ostatnimi czasy coraz więcej ciekawych powstało. Odd Future, A$AP crew, Main Attrakionz, Bruiser Brigade Dannego Browna czy Raider Klan Crew. Można się kłócić czy któryś z nich nagrał album tej klasy co Wu Tang Forever… ale czasy albumów też dawno się skończyły.🙂

    • musimy rozróżnić „kolektyw” od „grupy”. kolektyw to dość luźno powiązana grupa osób działających solo (odd future, a$ap mob, raider klan); grupa to ciało zwarte. z wymienionych przez Ciebie tylko main attrakionz pasują tutaj jako grupa, ale ominąłem ich celowo, bo uważam, że nie domagają.
      chodzi mi jednak o to, że grupy mają sens o ile członkowie grupy nie są w stanie przebić się solo. a$ap mob ma swojego lidera, of też, raider klan również. reszta funkcjonuje na przyczepkę, by nie napisać przydupaskę.
      te grupy, które wymieniłem – clear soul forces, a.dd+, doppelgangaz, czy właśnie pac div – działają na zasadzie drużyny. podobnie, wydaje mi, się stało się ze sloughterhouse, gdzie czterech równych sobie mc brzmi razem lepiej niż z osobna.

      to, że czasy albumów się nie skończyły, to takie trochę gadanie w stylu „kiedyś rap liryczny był na topie, a dziś to tylko 2chainz”. nie zgadzam się.

      • Ok, rozumiem „kolektyw vs grupa” i musze przyznać rację.

        Co do albumów to się przedrzieźniam bo wiem że powstają i sam lubie posłuchać. Mam jednak wrażenie że wraz z rozkwitem pokolenia „shuffle”, playlist, mixow i blogow serwujących pojedyńcze mp3 do przesłuchania/ściągnięcia, albumy straciły trochę na wadze jaką kiedyś miały. Jasne że wciąż jest sporo artystów którzy „myślą albumami” po prostu deficyt uwagi ostatnimi czasy bardzo się zwężył.

        Swoją drogą rok się kończy, czekam więc na podsumowanie the best of the best.🙂

      • mnie zawsze takie komentarze „kiedyś było inaczej” niezmiernie bawią.
        pamiętam jak ponad dekadę temu, gdy nie było jeszcze playlist, blogów i pokolenia shuffle, a mp3 raczkowały – druhsławek twierdził, że muzyka dzieje się na singlach – a albumy są tylko do tych singli dodatkiem.

        co do podsumowania, nie obiecuję, ale nie wykluczam. jakaś forma rozrachunku z rokiem 2012 na pewno jednak będzie.

  2. Nie wiem jakie argumenty podawał druhsławek, wiem jednak że technologia i przyśpieszenie informacyjne wpływa na percepcje i sposób odbioru u ludzi. Dzisiaj częściej czytam o „nowych genialnych” artystach/producentach tylko dlatego że mają dwa fajne kawałki na soundclodzie albo użyczyli beat dla kanyego westa niż dlatego że mają „klasyk” album za pasem. Nie oceniam jednak czy to dobrze czy źle bo to oczywiście nie ma sensu.

    • argumenty – o ile dobrze pamiętam – były podobne. single gra się w radio, single puszczają dje na imprezach, single trafiają na mikstejpy. niewiele się tu zmieniło, poza tym, że o wiele łatwiej, szybciej i taniej jest wrzucić singiel na soundcloud niż wytłoczyć go na winylu. chodzi mi jednak o coś innego, o to, że lubimy narzekać, że kiedyś to było inaczej, w domyśle lepiej – a dziś to już nie to samo i w ogóle zepsucie. zapominając o tym, że takie narzekania miały miejsce również w czasach, które dziś idealizujemy. zawsze wtedy przywołuję skit dj shadowa „why hip hop sucks in 1996” (it’s the money), tudzież wersy mad skillza z tego samego roku, gdy rapował, że „dziś jest więcej raperów niż fanów”.

      percepcja się zmienia, słuchamy muzyki szybciej, ale wydaje mi się też, że bardziej uważnie. tak przynajmniej zauważam na własnym przykładzie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s