powrót roku: j-zone i jego dwa nowe utwory

nic w muzycznym  światku nie ucieszyło mnie w tym roku bardziej  niż powrót na scenę j-zone’a. nic. i nic więcej o j-zonie nie mam zamiaru napisać. bo czy trzeba wam wiedzieć, że j-zone występował w lumpeksowym futrze ponad pół dekady wcześniej niż macklemore uczynił ze szmateksowych podbojów hymn hipsterów z północy stanów zjednoczonych. czy trzeba wam wiedzieć, że j-zone podciągał skarpety na długo zanim tyler the creator uczynił z tego coś świeżego, czego nikt nie potrafi zdefiniować? czy fakt, że danger mouse, just blaze i prince paul bez wahania wymieniają j-zone’a wśród najlepszych producentów ever coś znaczy? oczywiście, że nie, to wszystko zamierzchła przeszłość, kariera j-zone’a skończyła się dość przykro, a ten chętniej zajął się żartobliwym blogowaniem na łamach strony egotripland.com. tyle tylko, że dziś j-zone wraca, wraca do biznesu z siedmiocalowym singlem, którego kopię natychmiast zażądał na tweeterze wspomniany just blaze. czas leci, a zasada real recognize real pozostaje nieśmiertelna. ja też nie omieszkałem zamówić jednej sztuki, bo zarówno brutalnie perkusyjny, funkowy instrumental na stronie a, jak i wesołkowaty numer o laskach na odwrocie – to szlagiery jakie tylko j-zone potrafi wypichcić. odsłuchy poniżej.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s