o tym co słychać: oddisee – people hear what they see (recenzja)

oddisee
people hear what they see
stream/kupno: mellomusicgroup.bandcamp.com

4.0/5

patrzę na okładkę płyty – i widzę niepozornego, próbującego sprawiać wrażenie stoickiego inteligenta, czarnoskórego typka. patrzę na odwrót okładki – i widzę skromną tracklistę bez wielkich nazwisk, gorących featuringów i innych, nikomu niepotrzebnych informacji. patrzę na tytuł krążka – i widzę, że autor przekornie chce, bym skupił się na tym, co słychać.  okej. słuchałem przez ponad tydzień.  wciąż słucham. oto co słyszę.

przede wszystkim słyszę album bogaty brzmieniowo, pełen niuansów, żywych instrumentów, chórków. przyjemny, hip hopowy album z wpływami r’n’b, jazzu, funku, go-go. album lekki, precyzyjnie dopracowany, sympatyczny. momentami gorzki w wymowie, ale wciąż pozostający optymistycznym i sprawiającym frajdę. słyszę album autorski, realizację wizji samego oddisee, a nie przypadkowy zbiór singli, wypełniaczy i reszty. lubię to, co słyszę.

słyszę również, że oddisee nie jest wybitnym raperem. ma przyjemny głos, płynne, trafiające w bit flow, które, choć niejednokrotnie nabiera szybszego tempa, pozostaje na poziomie rzemieślniczym. rzut oka na teksty – i widać, że raper często korzysta z niepopularnych w rapie rymów krzyżowych. to może przeszkadzać, może intrygować, na pewno jednak dodaje punktów oryginalności. dobre są gorzkie, polityczno-społeczne wersy w american greed. nieźle wyszła próba nagrania kawałka o uciśnionych afro-amerykanach (way in way out). podobają mi się superficial i let it go. ale z zamkniętymi oczami wskażę, że najładniejszym trackiem na płycie jest ten o związku, w którym nie wszytko się układa. ten zaraz po way on way out. o właśnie. maybe.

słyszę też, że muzyka na people hear what they see to – obok tego, co słyszeliśmy na live from the underground big krita, najbardziej syta muzyczna uczta w tym roku, pięknie wykorzystująca muzyków sesyjnych i producencki talent oddisee. z jednej strony mamy tutaj mocne, surowe, boom bapowe headnoddery w stylu znanym ze znakomitej swoją drogą płyty in the ruff grupy diamond district. z drugiej – lekkie, soulowe, spokojnie płynące, przypominające ubiegłoroczną, przepiękną instrumenalkę rock creek park oddisee kołysanki. chyba tylko think of things nie brzmi tutaj zachwycająco.

y’all ready to rock?
yes we’re ready to roll!

oddisee doskonale zna swoją niszę i nie zamierza z niej rezygnować, lecz jedynie ją rozwinąć.  w jednym z okołopremierowych wywiadów deklaruje chęć robienia muzyki ambitnej, która nie jest zbyt ciężkostrawna dla szeregowego słuchacza. i to się udało. pozostaje wierzyć, że ludzie to usłyszą.

4 responses to “o tym co słychać: oddisee – people hear what they see (recenzja)

  1. piękny album, taki ‚album of the year’ w 2012 i mimo iż dla mnie, oddisee jest słabszym od black milka zarówno producentem jak i rapperem to jest ogień. ciut więcej widzi i ciut więcej ma do powiedzenia ciekawych rzeczy na różne tematy. nie robi z siebie głupka to przede wszystkim. po to zarabiam pieniądze, żeby kupować takie płyty.

  2. raperem na pewno gorszym.
    producentem wg mnie jest oddisse lepszym, rock creek park oraz in the ruff to płyty bezbłędne, people hear what they see prawie też.
    obaj jednak wypracowali sobie własny styl produkcji i i za to im chwała.
    black milk szybko przestał być postrzegany jako naśladowca j dilli, a oddisee – na szczęście – nie idzie w ślady nudnych pętli 9th wondera/ apollo browna, pokazując, że można czarną muzykę eksploatować w ambitny sposób.

    ps. gdzie black milk robił z siebie głupka?

    • Wlasnie tez nie robi, takie ‚ludzkie’ albumy preferuje, co do umiejetnosci obu panow mozna by sie poklocic ale zbyt malo slyszalem od autora recenzowanej plyty, natomiast z latwoscia znajduje wspolny mianownik miedzy ich tworczoscia no i jednak wybieram Black Milka. Yo!

  3. Niezwykle przyjemnie obserwować rozwój muzyczny Oddiseego. Stale doskonali swój warsztat, urozmaica swoje brzmienie i nie jest to na pewno szczyt jego możliwości. DJ Jazzy Jeff na pewno jest dumny, iż właśnie na jego albumie – „The Magnificent” – członek Diamond District po raz pierwszy pokazał się szerszemu gronu odbiorców.

    Pozdrawiam,

    Witalij | U Call That Love

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s