najciemniejsze zakamarki ny, czyli ka – grief pedigree

 

ka
grief pedigree
http://www.brownsvilleka.com

4.0/5

trudno nie zauważyć, że swoisty trend na powrót klasycznego brzmienia nowego jorku zaczął się wraz z dwiema płytami z 2010 roku. sukces krążków marcberg roca marciano i nineteen ninety now zakasującego duetu celph titled & buckwild dał zielone światło dla całej grupy nowych raperów, którzy przywracają do łask typowo nowojorski, nastawiony na technikę rap, mocne, proste bity i mroczny, siermiężny styl. post niżej znajdziecie pięć doskonałych przykładów na  ten trend. niniejszy wpis dotyczy najnowszej płyty rapera, który jako jedyny udzielił się gościnnie na wspomnianym marcberg.

zacznijmy od tego, że ka brzmi do roca marciano nieco podobnie. rapuje tak, jakby mówił. powoli, cicho, stanowczo, zupełnie jakby stał gdzieś na rogu nowojorskiej ulicy i rozmawiał z ziomem na temat wczorajszej akcji, bojąc się, że ktoś go usłyszy. ma niski, lekko zachrypnięty, przywodzący na myśl raekwona głos i spokojne, monotonne, usypiające  flow, które od pierwszego wersu krzyczy: nie dla fanów tech n9ne. nie dla fanów eminema. nie dla fanów busta rhymes. ale  spróbujmy posłuchać.

klimat.

technika.

jeśli po obejrzeniu powyższego klipu nie pomyślałeś „o kurwa, jaki styl, jakie linijki”, to z dalszym czytaniem tej recenzji możesz dać sobie spokój.

recorded track, brought it back shame of vultures

future bright you should like i came from hopeless

an ill place milk crates made your sofas

all gloom small room no range emotion

i’m black when i rap, that’s displayed devotion.

płyta najeżona jest takimi wersami jak ten powyżej, co najlepsze, ka rapuje w taki sposób, jakby swoje teksty składał na poczekaniu. robi przerwy między linijkami, jakby się zastanawiał nad następną, po czym zaskakuje grą słów, kolejnym podwójnym, czy poczwórnym. teksty epatują ciemną stroną nowego jorku, niekoniecznie legalnymi interesami, trudami codziennego życia w gettcie. zachwyca to, jak ka ubiera to wszystko w słowa.

up against goliath to bring butter home

i’m david on pavement, sling another stone

podobnie jak roc marciano, ka nie jest nowicjuszem na scenie. w swej krótkiej autobiografii pisze, że rymuje od ponad dwudziestu lat i już dawno zdał sobie sprawę z tego, że jego rap nie jest dla każdego. to niestety prawda. mc jest dla słuchacza zbyt wymagający, nasączenie jego rymów jest gęste, gry słowne nie zawsze dają się wyłapać za pierwszym odsłuchem. zupełnie odwrotnie niż bity, które sam sobie ka produkuje. proste, banalne wręcz, ale bardzo klimatyczne, pełne krótkich sampli, powolnych, stukoczących bitów, nadających całości złowrogiego nastroju dzwonków, pianin, albo orientalnych gitar. lo-fi aż do przesady, słychać, że producent za nic ma najnowsze wynalazki technologii, mastering, cokolwiek.

łatwo spisać grief pedigree na całkowite zapomnienie. album sprawia wrażenie nudnego, monotonnego, piwnicznego przedsięwzięcia z innej epoki,  okładka żenuje kiepską grafiką, brak znanych gości nie zachęca do zapoznania się z całością, klipy, choć niezłe, emanują prostotą. krążek ma jednak jeden, być może  najważniejszy w czasach gdy jesteśmy zalewani podobnymi do siebie projektami element – wyjątkowy, wyjątkowy charakter. jest jakiś, jest oryginalny, ma klimat. jasne, po pierwszym odsłuchu łatwo go zapomnieć, ale z każdym kolejnym replayem wyłapujemy kolejny znakomity wers, dajemy się wciągnąć w najbardziej złowrogie zakamarki brownsville. głos ka, mistyczny styl podkładów, mroczne, genialne techniczne teksty – idealnie do siebie to wszystko pasuje, dając w efekcie najciekawszy jak na razie album roku 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s