południe dla każdego, czyli big krit – 4eva n a day

big krit
4eva n a day
http://www.datpiff.com

4.5/5

trzeci projekt big krita, drugi dzień słuchania za mną, a pierwsze skojarzenie po usłyszeniu 4eva n a day to zdjęcie company flow na ich albumie funcrusher plus, dokładnie to, na którym el-p w towarzystwie big jusa i mr. lena pokazywał całemu światu środkowy palec, mówiąc „independent as fuck”. krizzle nagrał płytę według swojej własnej wizji, bez będących na fali gości, wyprodukował ją sam bez pomocy znanych producentów. i wygrał.

jest w nawijce krita coś, co sprawia, że słucha się go z wielką przyjemnością. to nawet nie jest flow, to raczej feeling, coś co nie jest domeną raperów lecz wykonawców jazzowych. gracja z jaką ktit porusza się po bitach, to jak naturalnie zwalnia, jak nagle przyspiesza, jak akcentuje, jak przeciąga końcówki słów w południowym stylu, jak zmienia ton głosu, jak lekko podśpiewuje, jak stawia przerwy między wersami – wszystko u krita brzmi melodyjnie, swobodnie. so smooth. po prostu idealnie.

jest w tekstach krita coś, co sprawia, że nie sposób go nie lubić. jest zwykłym chłopakiem z osiedla, który rapuje o marzeniach, rozterkach, który wspomina stare czasy, szuka szczęścia w używkach, kobietach i sławie, kocha swój samochód i muzykę. szczerość, bezpośredniość i luz z jakimi opowiada o tym wszystkim sprawia, że identyfikować może się z nim absolutnie każdy. mimo, iż krit często podkreśla, że jest country boy’em z południa, tak naprawdę równie dobrze mógłby być twoim ziomem. gdy rapuje o życiu, które jest „equalizerem wzlotów i upadków”, wiesz, że chodzi mu nie tylko o bas i treble. gdy z przekonaniem rzuca wers o początkach kariery i sprzedawaniu cd z bagażnika dodając „wciąż jestem taki sam i nigdy się nie zmienię” nie sposób mu nie wierzyć. gdy – mimo kontraktu w def jam – dodaje „mam w dupie mainstream, bo miłość podziemia trwa na zawsze” sympatia sięga zenitu.

jest w produkcjach krita, coś co powinno do gustu przypaść każdemu. producent kocha soul, jazz, funk i pięknie wpasowuje te inspiracje w południowy sznyt, bity z wysłużonego 808, gęsto bite stopy i werble, szybkie hi-haty oraz głęboki, subtelny bas nadający całości groove, vibe. 4eva an a day to najspokojniejszy z dotychczasowych materiałów krizzle’a, wydaje się też najbardziej dopracowany; nie sposób przegapić bogactwa sampli, faktu, że więcej na płycie elementów smooth-jazzu.  saksofon w boobie miles porusza od razu. to jak kunsztownie zaaranżowane są poszczególne warstwy kilku podkładów (me & my old school, down out) docenia się dopiero po bardziej dokładnym odsłuchu.

nie ma sensu zastanawiać się na ile płyta undun wpłynęła na kształt 4 eva na day, niemniej krit również postanowił nagrać krążek quasi-konceptualny. podobnie jak w przypadku the roots pomysł się zasadniczo udał. 4eva an a day to zwyczajny dzień gospodarza. poranek – pełen motywacji i ambicji, by stawić czoła przeszkodom i osiągnąć sukces. pierwszy posiłek – wspomnienia swojej zmarłej babci, która za małolata szykowała mu najlepsze śniadania. dalej – wojaże wymarzonym samochodem, upalone sesje, które prowadzą do kłótni z dziewczyną, wizyta w osiedlowym sklepie. wieczór – wypad do klubu w poszukiwaniu szybkiego rozwiązania problemów, rozkminy o karierze przy butelce alkoholu. noc – bezsenność, powrót do dziewczyny, bo tylko ona go rozumie i daje ukojenie. dzień z kritem mija szybko, a fragment handwiting, słowa i make albums not hits brzmi jak motto,

zresztą, cały numer handwriting sprawia wrażenie kluczowego dla całego projektu, zwłaszcza w kontekście faktu, iż  premiera oficjalnego albumu krita, live from the underground została przełożona o niecały rok. justin rapuje o braku wsparcia ze strony wytwórni, o nagrywaniu muzyki według własnej wizji, niezależnie od nacisków wydawcy, który oczekuje hitów na miarę country shit, by w końcu wyrazić obawy o to, że jego album nigdy nie wyjdzie.  mimo iż w niedawnym wywiadzie na stronie hiphopdx.com, krit zarzeka się, że w handwriting nie chodzi o def jam, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że na linii raper-def jam nie coś zgrzyta(ło).

doszukiwanie się w tak dopracowanej, przemyślanej, przyjmnej w odsłuchu płycie jakichkolwiek wad skazane jest na porażkę. łatwo jednak odnotowac fakt, iż kawałki na których pojawiają się żywi muzycy należą tutaj do najlepszych. rap krizzle’a idealnie współgra z partiami saksofonu w wake up i gitarą  rewelacyjnym insomnia. mając w pamięci to, jak znakomicie wyszła mu wpółpraca z zespołem grillade na ubiegłorocznej epce, to jak pięnie wczuł się w klimat na  wspomnianym wyżej undun, oraz jego niedawne słowa z wywiadu dla hiphopdx, gdzie wyraził cheć nagrania z rewelacyjnym retro-soulowym bandem sharon jones & the dap-kings, pozostaje tylko życzyć sobie, by justin częściej gościł w swym studio muzyków sesyjnych. wówczas ocena będzie maksymalna, a tymczasem za 4eva n a day, dziś i na zawsze, daję 4.5.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s